Już od tygodni zadaję sobie w kółko jedno i to samo pytanie „co kupić mojemu chłopakowi na urodziny”. Pomysłów miałam i mam oczywiście całą masę. Jeden z nich to bielizna męska.
Bielizna męska to w przypadku urodzin chłopaka rzecz, która zawsze się sprawdza. Kiedy pomysłów na ciekawy prezent nie ma wcale lub, przeciwnie, jest ich za dużo, eleganckie bokserki potrafią uratować sytuację. Bielizna męska wydawała się być zatem tym, czego mi potrzeba. Kiedy jednak namiętnie zaczęłam przeglądać strony internetowe z męskimi majtasami przeżyłam niesmak. Oczywiście znalazłam na nich bokserki i tradycyjne majtki, ale obok nich było też mnóstwo różnokolorowych, bardziej lub mniej figlarnych stringów. Bielizna męska przeżyła swoją rewolucję, nie da się ukryć, zastanawiam się tylko czy w tym pędzie za nowością nie przekroczyła granicy dobrego smaku. Stringi skórzane, z paseczków, z hafcikami i naszywkami sprawiły, że bielizna męska stała się parodią damskiej. Z założenia miało być seksownie, ponętnie, kusicielsko. Wyszło śmiesznie i żenująco. Rozumiem, że skoro kobiety z męskich szaf podkradają koszule, marynarki czy krawaty, mężczyźni w odwecie postanowili skopiować z naszych szuflad to, co dodaje nam pieprzu, niestety w ich przypadku sztuczka zakończyła się totalną porażką. Bielizna męska przez lata miała się dobrze. Nie da się ukryć – progres niekoniecznie jej służy.
Brak komentarzy.